Sklep w Darłówku
Każdy, kto był w Darłówku wie, że sklep spożywczy z prawdziwego zdarzenia jest tylko jeden. Dość dobrze zaopatrzony, oczywiście jak na warunki małej miejscowości, i z niesamowita przesympatyczną obsługą. Za ladą często staje sam szef, czasem szefowa. Do pomocy maja oczywiście pracownice. Odwiedzając Darłówko oczywiście pierwsze kroki kieruje właśnie tam, chcąc zrobić zakupy na dalszy pobyt. Wyznaje zasadę, że wczasy nad morzem tylko bez wyżywienia. To znaczy z wyżywieniem we własnym zakresie. Oczywiście poza obiadem w restauracji. Ostatnio jednak moje zakupy były wyjątkowo ciekawe. Jak zwykle zaparkowałem samochód na tyłach sklepu i wszedłem do środka. Tradycyjnie poznał mnie szef, pracownice. Tysiące pytań, pozdrowienia. Normalna rzecz. Tuż obok mojego samochodu zaparkował motocyklista z miejscowości Jastarnia. I przypadkowo zapomniał zabrać kasku ze stołu przy kasie sklepu. Szef z błyskiem w oku stwierdził, że ostatni, który zapomniał tutaj portfela mówił wierszyk. Na to młoda dziewczyna siedząca w kasie spojrzała na motocyklistę i z błyskiem w oku stwierdziła, że jeśli chodzi o niego to niech lepiej zatańczy. Pośmialiśmy się, wkrótce wyszedłem. Nie wiem czy motocyklista tańczył, ale cieszyłem się, że fantastyczna atmosfera tego sklepu jeszcze nie wygasła. Z resztą. Jak miała zniknąć skoro pracują tam tak fantastyczni ludzie?